Stawiając kroki, nogi jej się plątały. Nim weszła do restauracji, wygładziła rąbek czarnej sukienki, poprawiła torebkę na ramieniu i przeczesała włosy dłonią. Wzięła głęboki oddech. Uśmiechnęła się do siebie i przekroczyła próg lokalu.
Podszedł do niej szarmancki mężczyzna. Powiedziała, że szuka stolika zarezerwowanego na nazwisko Douglas. Z uśmiechem na ustach zaprowadził ją do stolika. To był ten sam stolik, przy którym siedzieli ostatnio. Był tam. Czekał. Kiedy kelner ją przyprowadził, Barry wstał i zapiął guzik marynarki. Pocałował ją w policzek i odsunął jej krzesło.
– Co słychać? – zapytał luźno.
Była zaskoczona jego tonem. Był taki rozluźniony i opanowany.
– W porządku.
– Co zamawiamy? – zapytał, otwierając pozostawioną przez kelnera kartę dań.
– Znów zdam się na ciebie – uniosła kąciki ust.
Serce chciało wyskoczyć z jej piersi, tymczasem on zdawał się być rozluźniony.
– Co powiesz na łososia? – uśmiechnął się.
– Z przyjemnością – odwzajemniła znaczący gest.
Przywołał kelnera i zamówił to, co poprzednio. Robił to z taką gracją, że nie była w stanie oderwać od niego wzroku.
Byli pogrążeni w dyskusji. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Oboje unikali tematu poprzedniego wieczoru i minionej nocy. Oboje czuli się niekomfortowo. Z każdą minutą Mela upewniała się, że nieuchronnie zbliża się do momentu kulminacyjnego wieczoru.
– Możemy przejść do sedna? – zapytała, ocierając usta, po skończonej kolacji.
Jęknął.
– Myślałam, że po to się spotykamy.
– Tak. Tak miało być.
– Więc? – zapytała drżącym głosem.
– Nie możemy po skończonym wieczorze? – zapytał niepewnie.
Uniosła brwi ze zdziwieniem. Wbiła w niego ostre spojrzenie.
– Więc? – powtórzyła szorstko, ignorując jego wcześniejsze słowa.
Chwycił jej rękę. Miał spocone dłonie. Jednak się denerwował. Czy mogła to uważać za jakikolwiek prognostyk?
– Melu, jesteś niesamowitą kobietą. Zauroczyłaś mnie od pierwszego spotkania. Wtedy na lotnisku… Zawróciłaś mi w głowie. Wiem, że zabrzmi to żałośnie, ale już wtedy poczułem coś… coś więcej. Przez cały pobyt w Londynie, mimo że byłem tam z Debbie myślałem tylko o tobie. Czy to nie paradoksalne? Jednakże jest coś, co przeważyło o moim wyborze. To niesprawiedliwe, że muszę wybierać. Że to ja muszę podejmować tę decyzję, a nie ty. Jesteś wspaniałą kobietą. To, co doświadczyłem u twego boku było niepowtarzalne, magiczne i wyjątkowe, ale jednak… – poczułam napływające do oczu łzy. – Jednak nie mogę przekreślić tych lat z Debbie. Przykro mi – na jego twarzy malował się grymas, a oczy były takie blade…
Bez słowa odsunęła krzesło. Wstała, mechanicznie wzięła torebkę i pospiesznie opuściła restaurację. Chłodne wieczorne powietrze owiało jej rozpaloną twarz. Zaczęła biec. Płakała jak opętana. Szpilki nie ułatwiały jej zadania, zdjęła je i zaczęła biec przed siebie.
Kiedy znalazła się wystarczająco daleko, wyjęła telefon z kieszeni. Wystukała numer i wcisnęła zieloną słuchawkę.
– Przyjedź – powiedziała, gdy odebrał.
~*~*~
Siedziała
na krawężniku. Płakała. Nawet nie zauważyła kiedy przyjechał i usiadł obok
niej. Zagarnął ją do siebie i pozwolił by płakała w jego rękaw. Widząc jej
gęsią skórkę, odsunął ją od siebie i zdjął swoją bluzę, narzucił jej ją na
ramiona. Ponownie ją przyciągnął do siebie. Gładził jej ramiona. Ona tak bardzo
płakała…
– On nie był ciebie wart – szeptał.
Nie odpowiedziała. Westchnął i podniósł się z krawężnika. Odszedł na kilka kroków. Śledziła go załzawionym spojrzeniem. Podszedł do samochodu, otworzył drzwi pasażera i zanurzył się we wnętrzu czarnego BMW. Po kilku sekundach znowu zobaczyła jego twarz. Trzymał coś w ręce. Kiedy usiadł obok niej wręczył jej trzymany przedmiot. To był miś. Mały, brązowy, pluszowy niedźwiadek. Uniósł niepewnie kąciki ust ku górze. Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– To Oskar. Mój najlepszy kumpel z dzieciństwa. Kiedy zadzwoniłaś pomyślałam, że przyda ci się bardziej niż mnie – wyjaśnił.
Uśmiechnęła się do niego i chwyciła pluszaka. Miał małe ciemne oczka i szeroki uśmiech naszyty z grubej nitki. Zagarnęła go do piersi, a z jej ust ponownie wydobył się obezwładniający go szloch. Przysunął się do niej i przytulił jeszcze mocniej. Chciał, żeby podzieliła się z nim swoim bólem. Chciał, żeby zrobiło jej się lżej. Żeby poczuła się lepiej.
– On nie był ciebie wart – szeptał.
Nie odpowiedziała. Westchnął i podniósł się z krawężnika. Odszedł na kilka kroków. Śledziła go załzawionym spojrzeniem. Podszedł do samochodu, otworzył drzwi pasażera i zanurzył się we wnętrzu czarnego BMW. Po kilku sekundach znowu zobaczyła jego twarz. Trzymał coś w ręce. Kiedy usiadł obok niej wręczył jej trzymany przedmiot. To był miś. Mały, brązowy, pluszowy niedźwiadek. Uniósł niepewnie kąciki ust ku górze. Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– To Oskar. Mój najlepszy kumpel z dzieciństwa. Kiedy zadzwoniłaś pomyślałam, że przyda ci się bardziej niż mnie – wyjaśnił.
Uśmiechnęła się do niego i chwyciła pluszaka. Miał małe ciemne oczka i szeroki uśmiech naszyty z grubej nitki. Zagarnęła go do piersi, a z jej ust ponownie wydobył się obezwładniający go szloch. Przysunął się do niej i przytulił jeszcze mocniej. Chciał, żeby podzieliła się z nim swoim bólem. Chciał, żeby zrobiło jej się lżej. Żeby poczuła się lepiej.
– On nie był ciebie wart – powtórzył.
„Gdy dwa serca
mają się ku sobie, a Twoje złamane i samotne, lodem
obrasta, nie przeszkadzaj i bądź im rad, bo i Twoje
może się ogrzać w cieple rodzącej się miłości.”
______________________
Hejka! :*
To już kolejny miś. ;)
Niestety ostatni.
Za tydzień ukaże się zakończenie i definitywnie pożegnamy się z naszymi bohaterami. :)
Hejka! :*
To już kolejny miś. ;)
Niestety ostatni.
Za tydzień ukaże się zakończenie i definitywnie pożegnamy się z naszymi bohaterami. :)
Zaległości na Waszych blogach postaram się nadrobić jeszcze w ten weekend, ale niczego nie obiecuję. :( :*
Całuję!
Kolorowa Biel ❤
Kolorowa Biel ❤